Byłem na filmie.
Zacznę od tego, że to nie jest horror wg mojej definicji horroru. Ta definicja to mniej więcej: Horrorem nazywamy film, w którym długie momenty ciszy przerywają wyskakujące nagle z hukiem i krzykiem postacie, rozpieprzając nieudolnie zbudowane przed chwilą napięcie.
W Ostatnim domu po lewej nie chodzi o to, żeby uderzać śpiącego widza głośnym dźwiękiem i jasnym światłem.
Nie jest to horror. Raczej malownicze zobrazowanie marzeń człowieka, któremu skradziono rower… Czytaj resztę wpisu »
